Artykuły

Dobro i sprawiedliwość drogą do jedności

 

Czyńcie dobro, szukajcie sprawiedliwości (por. Iz 1,17). Taki temat tegorocznego tygodnia modlitw (18-25.01) o jedność chrześcijan wybrała Rada Kościołów Minnesoty (USA), którą tworzy dwadzieścia siedem wspólnot członkowskich, wywodzących się z historycznych denominacji czarnoskórych chrześcijan, głównego nurtu protestanckiego, zielonoświątkowego, Kościoła Pokoju i greckiego prawosławia, a także z Kościoła Prezbiteriańskiego Dakoty (rdzennych Amerykanów). Kościół rzymskokatolicki nie był nigdy członkiem tej Rady, ale podtrzymuje z nią bliskie relacje. Rada Kościołów Minnesoty utrzymuje też silne więzi w obszarze dialogu międzyreligijnego ze wspólnotami muzułmańskimi, żydowskimi, unitariańskimi, buddyjskimi i hinduistycznymi.

Kontekst kulturowy

Specyfika tamtego regionu wymusza na kościołach mocne zaangażowanie na rzecz walki z rasizmem i dyskryminacją czarnych. W 2020 roku Rada zatwierdziła Platformę Działania na rzecz sprawiedliwości Rasowej, promującej:

  1. Mówienie prawdy (obnażanie nierówności, zadośćuczynienie za wyrządzone krzywdy na tle rasowym)
  2. Edukację (zdobywanie kompetencji kulturowych, rozwoju przywództwa w oparciu o różnorodność)
  3. Zadośćuczynienie (naprawianie krzywd wyrządzonych przez rasizm).

Nasze polskie społeczeństwo jest stosunkowo jednorodne pod względem kulturowym, narodowościowym oraz monolityczne wyznaniowo. Generalnie jesteśmy też pokojowo nastawieni do ludzi o innym kolorze skóry, a doniesienia o rasistowskim traktowaniu ludzi w innych regionach świata interpretujemy czasem jako poprawność polityczną. Oczywiście, nie można w tym kontekście nie wspomnieć o skrajnościach i pewnych zachowaniach społecznych, które streszcza hasło: „Polska dla Polaków”. Taka polaryzacja stanowisk jest w każdym społeczeństwie. Warto jednak spróbować zrozumieć ludzi, którzy borykają się z rzeczywistymi problemami, a ich historia była zdecydowanie inna niż nasza.

Kościół nie jest oderwany od ludzkiej kultury i ludzkich problemów. Drogą Kościoła jest człowiek. Segregacja i marginalizacja ludzi ze względu na ich pochodzenie, narodowość, kulturę czy język są przyczyną rozłamów także we wspólnocie chrześcijańskiej. Dlatego amerykańscy wierzący są głęboko przekonani, że jedność chrześcijan musi być silna i widoczna, aby wskazywała, że tworzy ją ten sam Duch Święty, którego otrzymaliśmy na chrzcie świętym[1]. Zastanówmy się nad tym słowem, które wybrali jako hasło przewodnie dla dni modlitw o jedność chrześcijan.

Być dobrym

„Jesteś dobrym człowiekiem” – usłyszeć taki komplement we własnym kierunku, to bardzo nobilitująca pochwała. Któż nie chciałby być dobrym. Jednak Jezus Chrystus, gdy to usłyszał z ust bogatego młodzieńca, odrzekł mu: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Mk 10,18). Bóg jest dobry i On jest źródłem wszelkiego dobra w człowieku. Czy zatem człowiek sam z siebie nie może być dobry? Jako stworzony na obraz i podobieństwo Boga, ma odzwierciedlać dobroć Bożą. I jeśli rzeczywiście jest dobrym człowiekiem, to właśnie z tego powodu. Tylko Bóg może uzdolnić do dobra, dobrego czynu, nawet jeśli ktoś Boga nie poznał, to ta zdolność pochodzi tylko od Niego przez sam fakt stworzenia. Dobre wychowanie tylko wspomaga i wydobywa zdolność, pochodzącą od Stwórcy.

Bóg jest dobry. Greckie słowo agathos oznacza: dobry, dobra rzecz i występuje ono w tej formie 58 razy w Piśmie Świętym, zastosowane do różnych osób i znaczeń. Ciekawe, że być dobrym, to z jednej strony znaczy wiele, ale z drugiej rodzi się kolejne pytanie o konkret. Być dobrym, tzn. konkretnie jakim? W Księdze Proroka Izajasza znajdziemy bardzo szeroki kontekst tego wskazania, aby „zaprawiać się w dobru! Troszczyć się o sprawiedliwość” (tak brzmi tłumaczenie polskiego przekładu Biblii Tysiąclecia – V wyd).

Można czynić dobro instytucjonalnie, w ramach pracy, funkcji, ale wcale nie być dobrym człowiekiem. Można zatem pracować, nawet w strukturach kościelnych, na rzecz równości rasowej, a jednak stale honorować ludzi tylko jednej rasy. Można wymagać od ludzi przestrzegania prawa, a samemu notorycznie je łamać. Życie zna takie hipokryzyjne zachowania. Hipokryzję piętnował Izajasz, ale w odniesieniu do pustego kultu. Bogu nie podobają się zewnętrzne ofiary bez osobistego zaangażowania, bez przemiany serca. Dlatego najpierw „obmyjcie się i oczyśćcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło” (Iz 1,16). Jeśli człowiek nie rozpozna swojej słabości, swej ciemnej strony, nie będzie w stanie przyjąć Bożej łaski. Przekonanie o własnej doskonałości zgubiło już wielu. Można we własnych oczach uchodzić za dobrego i nie przyjmować żadnej prawdy o sobie od innych ludzi. Ale czy to się Bogu podoba? Dopiero, gdy rozpozna się własne zło, można autentycznie Boga pragnąć, a przede wszystkim pragnąć zbawienia od grzechu, które przynosi Jezus Chrystus. Uświadomić sobie zło, to jedno, ale drugą sprawą jest przestać je czynić. Dotyczy to również zła, zakotwiczonego w strukturach społecznych, w chorym prawodawstwie, w korupcji. Czy wystarczy tylko zmienić systemy władzy, aby uzdrowić sytuację? Potrzeba zmiany serca człowieka.

Prorok Izajasz w swych napomnieniach umieszcza wskazania, w jaki sposób dobro czynić. Wymienia zasady moralne, które mają swe źródło w Prawie Izraela (zob. Wj 22,20-23). W greckim tekście omawianego fragmentu znajduje się słowo manthano, co oznacza: uczyć się czegoś, dowiedzieć, przyzwyczaić się. Zatem zastosowane polskie tłumaczenie, brzmiące: „Zaprawiajcie się w dobru” (Iz 1,17) jest bardzo adekwatne. Dobra trzeba się uczyć tak, jak kształtuje się cnoty, by wykorzeniać wady. W tym miejscu Izajasz kontynuuje: „Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie”. Te wskazania kierują uwagę w stronę najsłabszych w społeczeństwie, najuboższych.

Czynienie dobra stanowi warunek moralnej odnowy. W tych rejonach świata, gdzie podstawowe prawa ludzi są deptane i znieważane, narasta oburzenie całych grup. Tak było też w dziejach Minnesoty. Jako receptę na takie zjawiska należy wskazać potrzebę radykalnej odnowy jednostek i społeczeństwa, zdolnej zapewnić sprawiedliwość, solidarność, uczciwość i jawność (przejrzystość działań politycznych). Tak pisał Jan Paweł II w encyklice Veritatis Splendor (p. 98). Przyczyny wszelkiej niesprawiedliwości są kulturowe, związane z określonymi wizjami człowieka i społeczeństwa. Kulturę można zmieniać i uszlachetniać dzięki zmysłowi moralnemu, a ten kształtowany jest przez zmysł religijny.

Troska o sprawiedliwość

Tylko Bóg, najwyższe Dobro stanowi niewzruszoną podstawę i niezastąpiony warunek moralności, to znaczy przykazań. Dlatego Jezus bogatemu młodzieńcowi odpowiedział: „tylko Bóg jest dobry”. Z kolei Izajasz mówi o zaproszeniu, jakie Bóg kieruje do swego ludu, czyli także do nas: „chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją, choćby były czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna”  (Iz 1,18). W greckim tłumaczeniu powyższego wersetu znajduje się słowo dieleghthomen, co można rozumieć jako: „rozsądkujmy”. Bóg zaprasza do relacji, do dialogowania z Nim, do rozważania i wnioskowania, a w ten proces zaangażowany jest cały człowiek, ze swoimi zdolnościami i historią życia. Relacja z Bogiem jest żywa i dynamiczna, gdy pozwolimy się oczyścić ze zła. Nie ma winy, której by nie mogło dosięgnąć Boże miłosierdzie i przebaczenie. Jednak, aby otrzymać przebaczenie, potrzeba wyznać grzechy.  

Bóg zdaje się prowokować niewdzięcznego Izraela: „Ja przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów. Pobudź mą pamięć, rozprawmy się wspólnie, mów ty, ażeby się usprawiedliwić” (Iz 43,25-26). Bóg czyni więc wszystko, aby człowiek przyznał się do winy, do własnego grzechu. Jest to ważne nie tylko w indywidualnych przypadkach, lecz także wobec całych grup społecznych, czy narodów. Potrzeba uznania krzywd i niesprawiedliwości, uznania ciemnych kart historii, aby móc uzyskać przebaczenie oraz możliwość odnowy społecznej. Istnieją winy, których nie dostrzegamy, ale nie przestają nimi być, nawet jeśli nie chcemy stanąć w prawdzie i świetle.

Wskazania ekumeniczne

Przyzwyczailiśmy się do pewnych zjawisk w świecie, także do podzielonego Kościoła Chrystusowego. W naszym kraju, gdzie innowiercy stanowią niewielki procent chrześcijan, a Kościół rzymskokatolicki jest większościowy, działania ekumeniczne, w odbiorze niektórych, wydają się zbędne. Czasem nie chce się wychodzić ze strefy własnego komfortu. A jednak prośba Pana: „aby byli jedno” (J 17,21) jest stale aktualna. Dążenie do jedności nie może być procesem zatrzymanym. Jeśli chrześcijanie trwają razem na modlitwie, ta jedność się dokonuje w sercach i myśli wierzących. Ponadto współpraca ekumeniczna na różnych polach przynosi owoce i jest niezbędna, „aby bronić ludzkiej godności, szerzyć dobro i pokój, wcielać zasady Ewangelii w życiu społecznym, uobecniać chrześcijańskiego ducha w nauce sztuce (…), zaspokajać potrzeby i leczyć rany naszej epoki: głód, klęski żywiołowe, niesprawiedliwość społeczną” (Jan Paweł II, Ut unum sint, p. 74).

Bóg wzywa nas w swoim Słowie, abyśmy łączyli naszą wolę i nasze działania z Jego wolą, i pamiętali, że każdy człowiek jest ważny w Jego oczach. Miarą każdej struktury instytucjonalnej w społeczeństwie jest to, jak mocno chroni ona i wspiera życie i godność każdej osoby.

Dlatego dążenie do bycia dobrym i troska o sprawiedliwość to nie tylko sfera ekumenicznych postanowień. My, wszyscy chrześcijanie potrzebujemy odnowienia naszej wiary. Potrzebujemy bodźca Ducha Świętego, byśmy nie zostali sparaliżowani strachem i wyrachowaniem, byśmy nie przywykli do poruszania się jedynie w bezpiecznych granicach, bo Bóg przynosi zawsze nowością. On pobudza nas do wyruszania na nowo oraz do zmiany miejsca, aby wyjść poza to, co znane. Bóg w Jezusie Chrystusie uprzedza nas w sercu naszego brata, w jego zranionym ciele, w jego uciśnionym życiu, w jego mrocznej duszy (por. Franciszek, Gaudete et exsultate, p. 133.135).

Na koniec pomódlmy się słowami modlitwy rdzennych Indian z Ameryki Północnej, którzy przejawiali głęboką duchowość już wtedy, gdy pojawili się na ich ziemiach pierwsi chrześcijańscy misjonarze:

„O, Wielki Duchu – Stwórco Boże,
Którego głos słyszę na wietrze, którego tchnienie daje życie światu
Wysłuchaj mnie.
Oto przychodzę do Ciebie jako jedno z wielu Twoich dzieci.
Ty wiesz, Panie, że jestem mały i bardzo słaby.
Daj mi, proszę, Twoją moc i Twoją mądrość.
Niech kroki moje zawsze podążają Twoimi drogami.
Niech oczy moje dostrzegają Ciebie w czerwieni zachodzącego słońca.
Niech ręce moje szanują wszystko, co Ty stworzyłeś.
Niechaj uszy moje będą czułe na dźwięk Twego głosu.
Ucz mnie bycia mądrym, abym mógł poznać to, czego Ty od wieków uczyłeś wszystkie swoje dzieci – te lekcje prawdy, które dla nas ukryłeś w każdym liściu drżącym na wietrze i w każdym kamyku.
O, Wielki Duchu, Stwórco,
Uczyń mnie silnym, ale nie po to, abym wywyższał się ponad innych ludzi, lecz – abym był zdolny do walki z moim największym wrogiem – z samym sobą.
Spraw, bym był zawsze gotów stanąć przed Tobą z podniesionym czołem
tak, że gdy życie moje przeminie, jak mijają kolory zachodzącego słońca,
by moja dusza stanęła przed Tobą bez wstydu”.

s. dr Kinga Walkowiak

 

 

[1] Por. Materiały na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, 18-25 stycznia i cały rok 2023, Warszawa 2022, s. 20.

 

 

 

 

 

 

Skip to content